Wczoraj spędziłam baaardzo miły wieczór :)
Ostatni masaż (wreszcie koniec 'pieszczot') a później pogaduchy z koleżanką, czerwcową panną młodą :) Alek położony spać, różowe winko, ciacho własnej roboty i plotki ploteczki do 00.30 :) czas w miłym towarzystwie biegnie niesamowicie szybko.. Następne spotkanie - wyjście, jak wróci mąż :)
A dziś od rana próba tchnięcia ducha w auto.. przyczyna jego stanu pozostaje niewyjaśniona.. meteopata czy co? jutro diagnostyka komputerowa..
Mąż wraca tydzień wcześniej niż planowano, czyli 10 lutego, czyli w najbliższy piątek :D w domu (przy sprawnym stolicznym ruchu) około 16.00 :) W związku ze zmianą przylotu, zmianie uległy terminy parapetówek. I tak mamy 11, 18, 19 lutego.. Mąż wraca 10tego, 11tego impreza w domu, 12tego chrzciny siostrzeńca.. będzie się działo.. a roboty, gotowania.. aż mi się odechciewa..
Zima nie odpuszcza.. Siedzimy uziemieni w domu, bo za zimno na spacery z dzieckiem.. Tym bardziej, że niedawno był szczepiony.. A może by tak zamienić 10 stopni mrozu w 10cm śniegu? Przynajmniej sankami moglibyśmy się przemieszczać ;)
Pozdrawiam
S.